Strona w przebudowie

Strona została utworzona tymczasowo po awarii niemieckiego serwera, na którym znajdowała się oryginalna strona KSzGK (http://szachykorespondencyjne.pl.tl/). Obecnie funkcjonuje już nowa strona KSzGK (http://kszgk.com) , na której są najbardziej aktualne informacje.







Pokazywanie postów oznaczonych etykietą felieton. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą felieton. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 listopada 2010

Dzień Niepodległości a szachy

Dzień Niepodległości a szachy

Dziś, 11 listopada, jest nasze wielkie święto narodowe - Dzień Niepodległości. Każdy, chociażby w swoim sercu, jakoś odnosi się do takich dni jak ten. Każdy celebruje go na swój sposób, mniej lub bardziej uroczyście.
Można się zastanawiać co takiego wspólnego z szachami może mieć Dzień Niepodległości.
Ano ma, pośrednio ale jednak. Mianowicie poprzez osobę Józefa Piłsudskiego, polskiego działacza niepodległościowego, dowódcy wojskowego, polityka, naczelnika państwa polskiego w latach 1918–1922 i naczelnego wodza Armii Polskiej od 11 listopada 1918, Pierwszego Marszałka Polski od 1920; dwukrotnego premiera Polski (1926–1928 i 1930). Wołano na niego Komendant, Dziadek i Marszałek, zwłaszcza pośród jego zwolenników za czasów służby w Legionach Polskich.
Obecne święto zostało ustanowione właśnie dzięki niemu.
A powiązanie występuje nie tylko dlatego, że strategia jest domeną wojskowych dowódców i szachów.

Wielkimi cnotami szachistów są spokój i cierpliwość, stąd występują częste porównania i przywołanie tych cech. Od Piłsudskiego emanował niezwykły spokój jak to opisywał Stanisław Thugutt, przedstawiając przebieg bitwy z Rosjanami w 1916, gdy pozycje legionowe były ostrzeliwane: "Pod oknem przy telefonie rozebrany siedział Piłsudski i wydawał rozkazy głosem bardzo władczym, ale tak spokojnym, jak gdyby szło o partię szachów."

Powiązanie występuje przede wszystkim dlatego, że Piłsudski był miłośnikiem szachów. Grą w szachy zainteresował się jeszcze w czasie zesłania na Syberię.
I tu trzeba oddać mu hołd, gdyż w późniejszym okresie wspierał szachy swoim autorytetem jak i finansowo. To właśnie dzięki jego mecenatowi szachy zyskały niezwykłą popularność oraz osiągnęły niebywałe sukcesy w okresie międzywojennym!
Przy tej okazji można pomarzyć o takim wsparciu dla królewskiej gry w dzisiejszych czasach, a nuż się spełni ...

Jest wiele ciekawych artykułów opisujących zamiłowanie Piłsudskiego do szachów. Poniżej niektóre z nich.

Jednym z ciekawszych miejsc jest blog "Psychologia i Szachy" Krzysztofa Jopka z Sosnowca, gdzie można znaleźć artykuł "
Tajemnica twierdzy magdeburskiej", który czyta się z wielką przyjemnością o namiętności Marszałka Józefa Piłsudskiego do szachów.

Krótka informacja przygotowana w lokalnej gazetce przez Mariusza Hombeka pt. "
Szachy Pana Marszałka".

Krążą też
anegdoty z pogranicza faktu, o tym jak jeden z niemieckich oficerów chciał zabrać szachy Piłsudskiego, o czym opowiada Waldemar Strzałkowski.

Ciekawa jest też krótka notatka "
Idea niepodległości Polski" na stronie "Sławni amatorzy szachów".

czwartek, 9 września 2010

Sztańska gra

Szatańska gra ... ;) 
Kilka dni temu odbyłem z moją małżonką pielgrzymkę na Górę św.Anny i w tamtejszym kościele poświęconym św.Annie, matki Maryji a babci Jezusa, gdzie znajduje się jej figurka właśnie z nimi na rękach, stąd zwana Samotrzecią (jako że Anna jest tą trzecią), ubierana w różne szaty w zależności od okresu liturgicznego, znalazłem w bocznym korytarzu ciekawostkę szachową. Jest nią alegoryczny obraz olejny namalowany w 1831 roku przez Maurycego Retzscha, zatytułowany „Gra szatana z człowiekiem o duszę” (Die Schachspieler, Les joueurs d'échecs lub The Chess Players, a po polsku Szachiści). Uciąłem sobie krótką pogawędkę z jednym z braci i dowiedziałem się, że to jest kopia obrazu, a oryginał znajduje się podobno w Galerii Drezdeńskiej. Przeszukując internet nie udało mi się jednak potwierdzić lokalizacji oryginału. Porównując z oryginałem można zauważyć wiele różnic w szczegółach, w tym źle ustawione niektóre bierki. Dodatkowe informacje zaczerpnąłem z internetu, a nastrojowy opis obrazu ze strony jezuitów. Fotki są mojego autorstwa.
Kilka słów o autorze.
Fryderyk August Maurycy Retzsch (09.12.1779-11.07.1857), wybitny niemiecki malarz, kreślarz i rytownik, urodził się w Dreźnie a zmarł w Radebeul (przedmieścia Drezna). Był młodszym bratem Augusta Retzscha, pejzażysty. W 1797 rozpoczął studia na Akademii Sztuk Pięknych w swoim rodzinnym mieście, członkiem Akademii został w 1817, a następnie w 1834 profesorem tejże. Wielką popularność, nie tylko w swoim rodzinnym kraju, ale także we Francji i Anglii, oraz przy okazji niezależność finansową, zdobył dzięki swoim licznym szkicom ilustrującym poezje wielkich niemieckich artystów, m.in. Schillera i Goethego, ale również i Szekspira oraz wielu innych. Był również producentem wina.
Wzorem dla tego obrazu był niewątpliwie "Faust" Goethego. Maurycy Retzsch był zafascynowany Faustem jak wielu innych artystów w tamtych czasach. Jakkolwiek obraz "Szachiści" nie przedstawia bezpośrednio epizodu z Fausta, to jest pełen faustowskiego smaku i nasycony jest alegorią. Dom aukcyjny Chritie's sprzedał oryginał tego obrazu (olejny na płótnie lnianym, wymiary 32.3 x 39 cm) za kwotę $112,239 (w dniu 07.10.1999).
Z obrazem tym związana jest również anegdota o Paulu Morphy'm. Michael Goeller prezentuje na swoim blogu dogłębną interpretację obrazu z szachowego punktu widzenia.
Pierwsza publikacja, w której umieszczono rycinę (wtedy zdjęć jeszcze nie było) sławnego obrazu przedstawiającego zawodników walczących przy szachownicy - szatan grający z młodzieńcem o jego duszę, została wydana w postaci broszury, zatytułowanej "The Game of Life or The Chess-Players" wg Moritz Retzsch, Boston 1837. Zawiera ona cztery strony tekstu oraz ilustrację, książeczka w miękkiej okładce, o wymiarach 13.5" szer x 9.75" wys.






 
fot1.MW
Obraz Maurycego Retzscha jest alegorią.
Artysta przedstawia w nim grę w szachy, ale nie jest to jednak zwykła gra.
Szachownica leży na sarkofagu, co daje poczucie wagi gry – „na śmierć i życie”. Ze sklepienia zwieszają się dwa smoki, śledzące jej przebieg, gotowe rzucić się na ofiarę...
Przystojny młodzieniec [grający białymi] oparł swą kędzierzawą głowę na ręce i pogrążył się zupełnie - w nierównej walce.
Naprzeciw niego szatan, Książę ciemności [grający czarnymi]. Lew, na oparciu jego krzesła, trzymający łapę na ludzkiej czaszce, odsłania jego zamiary – „jak lew ryczący krąży, szukając kogo by pożreć”. Z jego twarzy przebija chytrość, pycha i okrucieństwo, a szyderczy uśmiech zdradza przeczucie zwycięstwa.
W głębi, pomiędzy grającymi, świetlista postać anioła stróża młodzieńca.
Gra jeszcze nie jest zakończona...


fot2.MW
    Figurka, okryta płaszczem, po stronie szatana to czarny król-szatan. Jego wojsko idzie odważnie do ataku. Czarna królowa to zmysłowość – piękna postać kobieca trzymająca w ręku czarę rozkoszy. Oficerowie to grzechy. Tuż przed królem stoi niedowiarstwo, depczące krzyż. Obłuda, z kocią głową, w prawej ręce trzyma nóż za plecami a lewą bije się w piersi. Pycha, podobna do pawia, kroczy dumnie z koroną na głowie, z rozłożonymi małymi skrzydełkami. W ręku trzyma worek z pieniędzmi i wydyma swą pierś pokrytą orderami. Po prawej stronie królowej, ze skrzynką pieniędzy pod pachą, gryzie swą własną rękę skąpstwo i zazdrość. Dalej – lenistwo podobne do ociężałej świni, siedzi na pniu ze zwieszonymi do ziemi rękoma. Poza szachownicą namiętność zwyciężona przez młodzieńca – gniew – pod postacią napuszonego indyka, pokrytego kolcami. Czarne małe figurki oznaczają wątpliwości o rzeczach wiary, którymi szatan trapi młodzieńca.
    Po stronie młodzieńca (białe figurki) jego dusza w postaci króla ze skrzydełkami. Biała królowa to religia – najpotężniejsza opiekunka duszy. Postać pełna majestatu z wielkimi skrzydłami i krzyżem w ręce. Oficerami są prawda, z tarczą i pochodnią, (po prawej stronie króla) oraz nadzieja – z kotwicą. Poza planszą, w posiadaniu szatana: pokora, ubogo ubrana z torbą przez ramię, niewinność pod postacią chłopca, wyciągającego z ufnością rękę oraz miłość – dwoje dzieci obok siebie z gwiazdą między główkami.
    Szatan odebrał młodzieńcowi również pokój (figurka z liściem palmowym w dłoni) i trzyma go w kościstych palcach.
Zmysłowość, niedowiarstwo i złe myśli pod postacią czarnych skrzydlatych potworków, atakują zaciekle religię, która stoi w postawie obronnej przed duszą.
Ornamentacja sarkofagu potęguje jeszcze bardziej klimat walki. Postać kobiety, zakrywającej twarz oznacza wyrzuty sumienia. Pająk, wychodzący z sarkofagu oznacza śmierć, pokrywającą wszystko pleśnią i zgnilizną jak sieć pajęczą.
09.09.2010, [MW]

sobota, 14 sierpnia 2010

Fair play wczoraj i dziś ...

Fair play wczoraj i dziś ...
Ci z nas, którzy brali już udział w niejednym turnieju wiedzą ile gra korespondencyjna może dać przyjemności i satysfakcji. Należałoby sądzić, że w turniejach korespondencyjnych powinna zawsze panować koleżeńska i sportowa atmosfera. Gramy przecież tylko i wyłącznie dla przyjemności, a chociaż wchodzą tytuły i kategorie, dają one jednak satysfakcję wyłącznie sportową. I rzeczywiście w znakomitej większości turniejów taka atmosfera panuje. Ta dobra atmosfera bywa jednak niekiedy zakłócana przez jednostki, które mniej lub bardziej świadomie obrzydzają grę swoim partnerom, a niekiedy ich niesportowa postawa rzutuje nawet na wyniki turniejów. Z przykładami niesportowej postawy spotykamy się na tyle często, że warto poświęcić temu zagadnieniu trochę miejsca.

Oto przykłady, może nietypowe, z którymi spotkałem się w turniejach krajowych. Zacznę od przykładu z lat dawniejszych - nieomal sprzed 50 laty. Otóż w jednym z półfinałów mistrzostw Polski jeden z uczestników turnieju miał następującą metodę gry w przegranych pozycjach. Nie odpowiadał przez dłuższy czas na posunięcia, a następnie przesyłał kartę z dopiskiem "drugie", względnie "trzecie" powtórzenie posunięć. Mało kto zdobywał się na tyle cierpliwości by każdorazowo powtarzać posunięcia listami poleconymi, zwłaszcza że historia powtarzała się wielokrotnie, a wymieniony zawodnik z zasady nie poddawał partii, grając do mata. Tak więc większość partnerów nie dotrwała końca partii i reklamowała sposób prowadzenia gry u sędziego turnieju. Zakończenie tej historii miało aspekt humorystyczny. Wymieniony zawodnik, który zdobył minimalną ilość punktów wystosował list otwarty do kierownictwa turnieju i wszystkich uczestników turnieju, w którym wykazywał że w większości partii należy mu się wygrana przez przekroczenie czasu w wyniku zaprzestania gry przez partnera, a co za tym idzie awans do finału. Całe wydarzenie może obecnie śmieszyć, ale w toku owego turnieju kosztowało sporo nerwów wielu jego uczestników. Opisany wypadek był jedynym w swoim rodzaju i podałem go raczej jako ciekawostkę.

Kolejny incydent na pozór drobny może mieć jednak poważniejsze następstwa. Jak wiadomo w grze korespondencyjnej o kolejności miejsc w turnieju przy równej ilości punktów decyduje system wartościowania Sonneborn-Bergera. Dotyczy to zarówno tytułu mistrza Polski jak i awansu na wyższy szczebel rozgrywek. Poniżej opisane wydarzenie miało miejsce również w jednym z półfinałów mistrzostw Polski. Otóż jeden z zawodników nazwijmy go "X" do końca turnieju walczył o finał, którego nie udało mu się jednak osiągnąć. Nie zależało mu widocznie na miejscu w tabeli turniejowej, nie przysyłał więc wyników wygranych przez siebie partii. W konsekwencji zamiast w górnej połówce tabeli turniejowej zajął miejsce w jej końcu. Zdawać by się mogło - jego strata. Tymczasem tak nie jest, odwróciło to bowiem kolejność zawodników, którzy zajęli drugie i trzecie miejsce w turnieju z równą ilością punktów. Dobrze, że w wymienionym przypadku obydwa miejsca były premiowane awansem do finału. Mogło się jednak zdarzyć, że niesportowa postawa jednego z uczestników turnieju wpłynęłaby na awans tego lub innego zawodnika do finału. Można by mnożyć przykłady niesportowej postawy zawodników również dzisiaj. Niektórzy zawodnicy mają swoisty sposób poddawania partii. W przegranej pozycji przestają odpowiadać na posunięcia, zmuszając partnerów do powtarzania posunięć i reklamacji. Postępowanie takie nie wymaga chyba komentarzy i świadczy o braku podstawowej umiejętności szachisty, umiejętności sportowego przegrywania. Innym zawodnikom zdarza się wycofywanie z turnieju po otrzymaniu kilku przegranych pozycji. Łatwo się zorientować kiedy to ma miejsce i trudno poważnie traktować "obiektywne przyczyny" podawane w podobnych przypadkach jako usprawiedliwienie. Wszelkie wycofywanie się w środkowej fazie turnieju wpływa w istotnym stopniu na jego wyniki i psuje krew pozostałym uczestnikom. 
Z archiwum [JL]

czwartek, 12 sierpnia 2010

Między nami szachistami

Między nami szachistami! [krótki felietonik szachowy]

Wybierając  się  na spacer ze swym czworonogim Artosem spotkałem  Pana Czesia, zapalonego szachistę gry bezpośredniej pamiętającego  lata pięćdziesiąte kiedy o komputerach nikt jeszcze nie śnił, a Pan Czesio gromił wszystkich swoimi wymyślnymi kombinacjami. Miałem przyjemność otrzymania  od niego mata Beniowskiego kiedy poznawałem tajniki szachowej gry. Białe zaczynają !

Dla utrzymania  dobrej kondycji codziennie odbywa długie spacery i przebieżki, co bardzo korzystnie wpływa na jego zdrowie fizyczne i psychiczne. Pan Czesio jak zwykle zapytał mnie bo śledzi zmagania szachistów korespondencyjnych.

- Cóż tam Panie w  korespondencyjnych. Chętnie bym zagrał w jakimś turnieju, a nawet w dwóch, o których nie tak dawno rozprawialiście na czacie i ankietach mejlowych.  Chodzi o kolejne Drużynowe Mistrzostwa Polski i Memoriał Witolda Bieleckiego, mojego starego znajomego. Oj szkoda, wielka szkoda, że nie ma Witka wśród nas. Tyle razy namawiałem go by biegał, nie posłuchał mnie.
Mówię Panu Czesiowi.
- Spokojnie – wszystko jest pod kontrolą, poczeka Pan jeszcze trochę  i się  doczeka. Widzi Pan – może zagramy w jednej drużynie skoro mieszkamy w tym samym mieście i mamy kontakt niemal codzieny mijając się w Ogródku Jordanowskim. Jak Panu wiadomo sprawy osobiste pomieszały mi trochę szachowe plany, ale po zmianach personalnych mój następca dopilnuje by wcześniejsze ustalenia podczas dyskusji e-mailowych oraz spotkań na czacie zostały w końcu zrealizowane.
Wkrótce kolejny Kongres w Turcji, postaram się aby Mariusz – nasz nowy delegat dopełnił wstępnych uzgodnień w kwestii Memoriału Witka Bieleckiego.

A Drużynowe Mistrzostwa Polski to sprawa krajowa do uzgodnienia. Będzie dobrze. Myślę, że w minimalnym stopniu  zaspokoiłem  oczekiwania Pana Czesia, aczkolwiek nie do końca dawał mi wiarę bo ileż to o tym się już nieraz mówiło. Prawda jest taka – dobrze, że Pan Czesio przypomniał się, bo wkrótce przypomną się inni Koledzy.

Dlatego też miejmy na uwadze te dwa dawno planowane przedsięwzięcia by nie zawieźć zaufania zarówno Pana Czesia jak i pozostałych Kolegów. Kończąc ten pierwszy felietonik szachowy proszę o  wypowiedzi – podpowiedzi Kolegów na mój adres meilowy, a dotyczące szachów korespondencyjnych, które po konsultacji z Panem Czesiem przytoczę w kolejnym felietoniku szachowym. Pozdrowienia również od Pana Czesia, który zapowiedział, że na naszą witrynę będzie coraz częściej zaglądać. Czytelnicy felietonu proszeni są o rozwiązania zadania bez komputera.

12 sierpnia 2010 [JL]